Category Archives: Zatoka Phang Nga

Dzień 17 – James Bond

Pełni obaw po wycieczce na Ko Phi Phi czekaliśmy na busa, który miał nas zabrać na wycieczkę po zatoce Phang Nga. Tym razem czekaliśmy krócej, jednak port znajdował się dalej więc spędziliśmy ponad godzinę w mikrobusie. Po którymś kursie zaczęliśmy się już przyzwyczajać do szaleńczej jazdy kierowców na wyspie i utwierdzać w przekonaniu, że wypożyczenia skutera jeśli nie traktować nawet jako misję samobójczą to kto wie, może da się podciągnąć pod sporty ekstremalne, a tego nasze ubezpieczenie nie obejmowało.

tajlandia 1283Gdy dotarliśmy na miejsce uczucia mieliśmy mieszane. Z jednej strony okolica gdzie zacumowane były łodzie w żadnej mierze nie przypominała tych pięknych, malowniczych widoków z folderów reklamowych, a z drugiej atmosfera i podejście do turysty… Kawa, herbata, ciasteczko, stoliki, ławeczki, cisza, spokój. Podana godzina wypłynięcia. Każdy wszystko wie. Ludzie mili, uśmiechnięci – słowem prawdziwa Tajlandia. Przez te kilka dni zapomniałam już jak niezwykli mieszkają tu ludzie.

Ciacha były pyszne, kawa nie najgorsza, ale w końcu trzeba było siadać na łódź. Doświadczenie, które mieliśmy z poprzedniej łodzi kazało nam od razu zajmować miejsca na zewnątrz. Łódź była identyczna jak poprzednia, jednak upchnięto na nią dwa razy mniej osób, przy zdwojonej ilości załogi. Przewodnik był uroczy, uśmiechnięty, ale nie infantylny. Biegle mówił po angielsku.

tajlandia 1374Wypłynęliśmy. Nie minęło pięć minut, a naszym oczom ukazała się zatoka. Rety jak pięknie. Woda może nie jest turkusowo przejrzysta, ale te wyspy, nawisy skalne… coś obłędnego. Mogłabym nie odrywać aparatu od oka, gdyby nie fakt że nagle przyspieszyliśmy i woda zaczęła unosić się w powietrzu. Obiecano nam postoje na robienie zdjęć więc się nie martwiliśmy. W zajęliśmy się więc podziwianiem, wcinaniem ciastek, które niemal do buźki nam wciskali. Umrę z nadmiaru cukru za chwilkę.

tajlandia 1305Zaczęliśmy wpływać pomiędzy wyspy. Ależ tu jest uroczo. Zwolniliśmy. Nie mogliśmy się napatrzeć. Inna wycieczka pływała kajakami. Nas też to czeka, ale jeszcze nie teraz. Załoga cyka wszystkim fotki. Atmosfera jest nieziemska, widoki zapierają dech, a ciastka podnoszą poziom endorfin w organizmie. Żyć nie umierać.

Następnym punktem programu jest wizyta w lodowej jaskini. Swoją nazwę zawdzięcza naciekom które ponoć wyglądają jak lody… ja się tam tego nie dopatrzyłam, ale było tam ładnie. tajlandia 1392Dla mnie największą atrakcją było wpłynięcie do tej jaskini łodziom. Niesamowite uczucie. Zresztą wszystko co nas spotkało tego dnia było niesamowite. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie było komercyjnie, ale z jakiegoś powodu ta wycieczka nie cieszyła się aż takim wzięciem jak Maya Bay. Lepiej dla nas 🙂

Następny przystanek mamy w największej atrakcji wycieczki, a więc na słynnej wyspie Jamesa Bonda. Nazwę swoją zawdzięcza temu, że w roku 1974 kręcono tam sceny do OLYMPUS DIGITAL CAMERAfilmu „Człowiek ze złotym pistoletem”. W ogóle cała okolica jest jak z filmów o Jamesie Bondzie. Cóż Rogera Moora nie spotkaliśmy, ale zdjęcia same się nasuwały. Grzesiek strzelał z palcy a ja z aparatu. Swoją drogą  Tajowie są mistrzami w tworzeniu atrakcji turystycznych ze wszystkiego.

Na wyspie można było kupić wszystko, czego człowiek nie potrzebuje i po jakimś czasie to już nie tylko sprzedawców, ale i siebie musiał przekonywać, że tak jest. Dobrze, że wyspa nie jest duża, to przynajmniej nie było mi szkoda czasu na dyskusję na temat pereł i innych świecidełek.

Udało się jakoś uciec sprzedawcom i zapakować się do łodzi. Po paru minutach docieramy do przystani, gdzie przesiądziemy się na kajaki. Kilka informacji organizacyjnych, w tym najważniejsza – napiwki to kwestia dobrowolna, nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej, za wszystko zapłaciliście przy rezerwacji wycieczki. Jakie to inne podejście oj tej wiedźmy z Phi Phi.

tajlandia 1492Wsiadamy do kajaczka. Aparat w dłoniach, owinięty w torebkę foliową, żeby choć trochę chronić go przed wilgocią. Zatoka jest płytka, jednak lęk o sprzęt przysłania mi całą przyjemność z wycieczki. Nasz wioślarz chyba nie do końca pojmuje, że ma do czynienia z największą panikarą w promieniu 100 km i bujanie kajakiem nie poprawia mi nastroju. Uff.. przestał.  Widoki były iście przepiękne, możliwość dotknięcia skał, przepłynięcia pod nimi. Właśnie tak wyobrażałam sobie wakacje w Tajlandii.

Co prawda załoga nie dała nam zgłodnieć karmiąc nas tajlandia 1481co chwile ciastkami (te ciacha były naprawdę pyszne, a ja nie zaliczam się do słodyczożerców), ale postanowili w końcu pokarmić nas czymś innym. Postój w Ko Panyi – wiosce na palach w zatoce. Coś niesamowitego. Obiad może nie był zachwycający, ale wystarczający by zapełnić brzuszek i nabrać sił na kolejne rozrywki. Szybko zjedliśmy i szybko na zwiedzanie. A klimat był naprawdę filmowy. Już widzę te sceny pościgów, które można by tu kręcić. Niestety nagle okazało się, że to nam kończy się czas i musieliśmy się z nim ścigać tymi wąskimi uliczkami.

Kolejny przystanek – plaża. Może nie była to plaża o jakiej myślimy, gdy pada hasło Tajlandia, ale białego piasku na niej nie brakowało a i niezwykłe muszle się pojawiły. W końcu nie było fal więc mogłam bezpiecznie potaplać się w wodzie. Szkoda, że wycieczka wielkimi krokami zbliżała się do końca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nawet nie wiem kiedy minął nam ten dzień. Postawili poprzeczkę wysoko. Następny dzień to Similany, najbardziej upragnione i wyczekane. Ale po tym dniu obawialiśmy się, czy zatoka Phang Nga nie postawiła poprzeczki zbyt wysoko. Tak bardzo nie chcielibyśmy na koniec przeżyć rozczarowania.

Reklamy
%d blogerów lubi to: