Category Archives: Kuchnia

Na lody do Szczawna-Zdroju

20160918_134052

Oprócz pijalni wód zdrojowych, zabiegów, inhalacji i dancingów w uzdrowiskach kuracjusze mogą nacieszyć zmysły tajskimi przysmakami. Przechadzając się w wolnej chwili pomiędzy zabiegami możemy wstąpić do cukierni „Kasia”, mieszczącej się na końcu deptaku. Read the rest of this entry

Reklamy

Tajskie lody

 

Tego lalody12ta można było usłyszeć o tajskich lodach szturmem podbijających największe polskie miasta. Po lodach tradycyjnych, naturalnych, bez konserwantów, domowych, z ciekłego azotu przyszedł czas na nowość prosto z Tajlandii. Trzeba przyznać, że lody prezentują się niezwykle efektownie. Równie efektowny jest sposób ich przygotowania. Lody przygotowywane wg. życzenia i na oczach klientów na zamrożonej płycie. Read the rest of this entry

Czarne złoto Tajlandii

kawa4Tajlandia bardziej niż kawą kojarzy się z pięknymi wyspami, pływającymi targami czy mrocznymi i nie tylko atrakcjami Bangkoku. Być może już niedługo ten obraz ukształtowany przez Niebiańską plażę Danny’ego Boyle’a czy Kac Vegas w Bangkoku ulegnie zmianie. Coraz bardziej powszechna staje się kultura picia kawy, a to za sprawą upraw najwyższej jakości Arabiki na plantacjach położonych na północ od Chiang Mai, które zresztą obok Bangkoku uchodzi za kawową stolicę kraju. Dzięki zaangażowaniu lokalnej społeczności, głównie plemion górskich produkcja Arabiki wzrosła z 500 t w  1991 do 4000 t na początku lat 2000. Read the rest of this entry

Z kulinarną wizytą w Birmie – Un no khauk swe

002Przeglądając zasoby youtube’a przed kolejnym wyjazdem natrafiłem na ciekawy projekt, który stał się pretekstem do kolejnej kulinarnej przygody. Tym razem dzięki projektowi „dwa światy” wpadliśmy z krótką, ale pełną smaków wizytą do Birmy Read the rest of this entry

Niby garnek, ale za to jaki !

030Powoli doganiamy Zachód !  Nie, to nie hasło rodem z politycznej propagandy sukcesu, a spostrzeżenie tego co wydarzyło się w ostatnich 2 latach na rynku spożywczym, a konkretniej jeśli chodzi o dostępność produktów rodem z Azji Read the rest of this entry

Stir Fried Beef with Holy Basil

Nasze tajskie zapasy pomalutku zaczynają się kończyć, ale zakupy w L’Eclercu w którym udało nam się trafić na tajską bazylię natchnęły nas do wykorzystania kolejnej pasty: Holy Basil Seasoning Paste. Co prawda słodka tajska bazylia, a ta pikantna z której robi się pastę to nie nie to samo, ale cóż… jeszcze niedawno o jakiejkolwiek nie można było pomarzyć więc cieszmy się z tego co mamy. Swoja drogą nie wyczerpuje to jeszcze wszystkich rodzajów bazylii jakie możemy z Tajlandii przywieźć. Po dziś dzień nie wiemy co jeszcze mamy w zamrażalniku.

Wracając jednak do naszego obiadu to jeszcze chyba żadna tajska potrawa nie poszła nam tak sprawnie. W zasadzie nasz nakład pracy ograniczył się do podgrzania pasty na patelni i dodania do niej mięsa mielonego. Chyba najtrudniejsze było ugotowanie ryżu.

Ale kto powiedział, ze trzeba spędzić w kuchni pół dnia by zjeść coś pysznego? Danie było w sam raz ostre, słodki jaśminowy ryż sprawiał że smaki się równoważyły. Ostrość była wyczuwalna, ale nie wykręcała kubków smakowych do góry nogami. Co prawda w oryginalnej wersji kiedy jedliśmy to danie w Tajlandii było ono zdecydowanie pikantniejsze, ale akurat ten rodzaj ostrości nie jest naszym ulubionym.

003

Nie wiem czy jest to danie które wejdzie do kanonu naszych ulubionych ale z pewnością godne jest uwagi i chociaż spróbowania. Czy do niego wrócimy? Może w wersji domowej. Nasze zmysłu podpowiadają nam, że mamy jeszcze kilka innych ciekawych smaków do odkrycia.

Smak Tajlandii w kolorze zielonym – Green Curry

Co zrobić by poczuć się jak w Tajlandii? Najlepiej po prostu tam pojechać. Jeśli jednak z jakiegoś powodu nie możemy tego zrobić to łatwiej i szybciej będzie ugotować zielone curry.

Kuchnia tajska jest bardzo bogata. Pełna takich kombinacji smaków, których z pewnością podczas dwóch pobytów nie zdołaliśmy w pełni poznać. Myślę, że i podczas dwóch kolejnych nam się nie uda. Wiemy jednak, że smak zielonego curry jest jednym z pierwszych, którego trzeba spróbować. To trochę tak, jakby mówić o kuchni polskiej nie próbując schabowego, pierogów i żurku z kiełbasą. Zielone curry to wszystko co najlepsze można spotkać na azjatyckiej ziemi na jednym talerzu.

zupa 001

Po czym poznać dobre tajskie curry? Po tym, że inhaluje. Jest to potrawa ostra, nawet jak na polskie warunki mocno ostra. Jednak nie jest to typowa ostrość paląca w język. Dobre curry czuje się w nosie. Galangal czuć w zatokach jak wasabi, chilli piecze w język, czosnek grzeje gardło a trawa cytrynowa łagodzi to wszystko pięknym aromatem. A po oczyszczeniu dróg oddechowych czuć go nadzwyczaj mocno.

Curry serwuje się z ryżem jaśminowym. Idealnie komponuje się z jego smakiem a jednocześnie odrobinę go łagodzi. Curry przypomina zupę. Treściwą, ale jednak zupę. My zazwyczaj robimy curry ciut gęstsze, ale to kwestia upodobań. Z racji tego je się je łyżką. Oczywiście w nowomodnych Warszawskich knajpach dostaniecie nóż i widelec.

zupa 016

Najpyszniejsze zielone curry jedliśmy dwa lata temu na Phuket. Nigdy wcześniej ani później nie podano nam nic równie aromatycznego. Oczywiście zdarzało nam się jeść curry które nie podbiło naszych podniebień. Tu niestety wygrało curry z Pai. Jakaś porażka. Niestety podobne serwuje część Tajskich knajp w Warszawie.

Czy można w domowym zaciszu przygotować prawdziwe tajskie curry? I tak i nie. Generalnie się da, jednak w dalszym ciągu dostępność wielu składników jest ograniczona. Nie oznacza to, że ich nie ma, ale za wieloma trzeba się nieźle nabiegać lub słono za nie zapłacić. Zżerała nas zazdrość w Berlinie, gdy widzieliśmy jak zaopatrzone są sklepy z orientalna żywnością. U nas szczytem luksusu są gotowe pasty i trawa cytrynowa. Świerze warzywa i zioła w dalszym ciągu są luksusem. Jednak sporo z nich możemy spokojnie bez straty na jakości zamienić polskimi odpowiednikami. Zwłaszcza jeśli chodzi o warzywa.

zupa 012

Kiedy patrzymy na to jak zwiększyła się oferta tajskich knajp w mieście i jak zwiększył się asortyment produktów w ciągu minionych dwóch lat jesteśmy pełni nadziei na to, że już niebawem każdy z nas będzie mógł rozkoszować się smakami Tajlandii bez konieczności spędzenia kilkunastu godzin w samolocie.

Ucztowanie na Koh Changu

Jedną z rzeczy, która najbardziej utkwiła nam w pamięci po pobycie na Koh Changu to jedzenie, którego przyszło nam tam skosztować. Do trzech miejsc wracaliśmy regularnie. Inne z różnych przyczyn odwiedzaliśmy nieco rzadziej. Ale w zasadzie każde pozostawiło w nas miłe wspomnienia.

Port w Bang Bao słynie z wybornej kuchni i doskonałych owoców morza. I trzeba przyznać, ze tak jest w rzeczywistości. Jedzenie jest tam bardzo dobre i świeże, choć jego ceny na tle wyspy dość wysokie. Jak na warunki europejskie jest tam jednak dość przystępnie a poza tym możliwość jedzenia w domku na wodzie warta jest swojej ceny. Myślę, ze jedyne, nad czym ubolewamy to naglący nas czas i konieczność wyjazdu z portu przed całkowitym zachodem słońca ze względu na ciężkie warunki drogowe.

9

10

Drugim punktem w porcie odwiedzanym przez nas regularnie przy każdej wizycie w Bang Bao (jest to port, z którego odpływają wszystkie łodzie wycieczkowe) był punkt z tajskimi goframi. Nigdy nie wpadłabym na to ze dodatki do gofra mogą się znaleźć w jego środku, a jednak. Czekoladowe i bananowe były naszymi ulubionymi.

Ciekawym przysmakiem jaki udało nam się skosztować na trasie w okolicach Plaży Klong Prao był rożek z bananami. W pierwszym momencie byliśmy przekonani, ze są to zwykłe naleśniki z bananami jednak okazało się, że ciasto w tym wypadku wypiekane jest na chrupko. Było to naprawdę dobry deser. Miał tylko jedną wadę. Czekaliśmy na niego około 30 minut. Tajom się nie spieszy.

Jednak zdecydowanie najczęściej stołowaliśmy się w okolicach naszej plaży. Śniadania często decydowaliśmy się jeść na balkonie, bo była to jedna okazja by skosztować wielu rodzajów owoców, których inaczej nie mielibyśmy gdzie wcisnąć. Ale czasem, gdy przypilił nas większy głód lub nie zrobiliśmy dzień wcześniej zakupów wówczas udawaliśmy się w jedno z dwóch miejsc. Jedno to była przyhotelowa restauracja, której największym plusem były stoliki z pięknym widokiem na morze i w sumie całkiem niezła różnorodna kuchnia.  Drugim naszym śniadaniowym punktem była knajpa na samym końcu (bądź początku) White Sand Beach. Tu serwowali najpyszniejsze na świecie placki z bananami. Coś wspaniałego. Jeszcze ślinka mi leci na samą myśl.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Minusem dużych śniadań było to, że nie starczało miejsca na obiad. Jeśli chcieliśmy podjeść coś małego to skakaliśmy do budki z owocami. W sumie to bywaliśmy tam kilka razy dziennie. Mieli tam najpyszniejsze ananasy i kokosy w okolicy. I choć trzeba było czasem uważać na próby wyciągnięcia paru nienależnych batów to mimo to lubiliśmy to miejsce.

11

SAMSUNG CAMERA PICTURES

A co jeśli mieliśmy ochotę na coś konkretniejszego?  W ciągu dnia konkurencja była niewielka. Co prawda knajpek było dużo, ale już pierwszego dnia zorientowaliśmy się, że całe życie toczy się jednej z nich. Tajskie knajpy zazwyczaj nie wyróżniają się wystrojem. Ta również taka była. Zwykłe proste stoły i.. tyle. Ale gotowali rewelacyjnie, a obsługa zawsze uśmiechnięta mimo, że pracowali od rana do nocy.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Kiedy się ściemniało kulinarne życie wyspy rozkwitało. Przed restauracjami na promenadzie wystawiano na lodzie wszelkie dobra, a wzdłuż ulicy rozkładały się garkuchnie z pysznym i tanim jedzeniem. Jednak prawdziwe szaleństwo działo się na plaży.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Wieczorem morze się cofało, a plaże robiły się bardzo szerokie. Przy każdym hoteliku czy nadmorskiej knajpce rozkładały się stoliki, leżaki i zaczynała się wielka biesiada. Zjeść można było wszystko, cokolwiek tylko da się wyłowić w okolicy, a do tego przyrządzone jak tylko dusza zapragnie. No może o dorsza w panierce byłoby ciężko. A przy tym wszystko za śmiesznie małe pieniądze. Przeciętny obiad składający się z wielkiej ryby, jakiegoś curry i krewetek lub innych owoców morza razem z dużym piwem nigdy nie przekroczył nam 60 zł. Nigdy też nie udało nam się tego zjeść żeby później nie pękać w szwach. Ślinka dalej mi leci na wspomnienie tamtych wieczorów.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Kulinarna eksplozja smaków – tajska noodle soup

Dziś kolejna kultowa tajska potrawa. Noodle Soup. Niby zwykły rosół, niby zwykły makaron a jednak ma w sobie coś takiego co sprawiło, że podczas pierwszego pobytu jadłam ją codziennie a podczas drugiego musiałam się bardzo ograniczać. Dostępna jest niemal wszędzie. Jeśli tylko widzimy że stoisko posiada gar z czymś co przypomina wodę to z pewnością, są w stanie przygotować nam takie cudo.

c61g.jpg

Jej wariantów jest mnóstwo. Mi nie zdarzyło się chyba jeść dwa razy takiej samej. Możemy wybrać czy wolimy makaron ryżowy czy sojowy, nitki czy wstążki. Rodzajów mięsa też może być kilka a i mieszać możemy je dowolnie. Potem tylko troszkę soku z limonki, chili… pycha. Myślę że jest to jeszcze świetna opcja dla osób, które wolą łagodniejsze smaki. Jest też świetną okazję, żeby poduczyć się jedzenia pałeczkami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jest to jedno z najpopularniejszych dań serwowanych na ulicy. Jej cena w zależności od wariantów waha się między 30 a 50 bathów, choć oczywiście w miejscach bardzo turystycznych ta cena może być znacznie wyższa. Ponoć kiedyś obalono rząd w Tajlandii z powodu wzrostu jej ceny. Jest to informacja niepotwierdzona, ale biorąc pod uwagę przywiązanie Tajów do jedzenia może być prawdziwa.

tajlandia 870

Smażyć po tajsku – Pad Thai

Podobno nazwa Pad Thai oznacza smażyć po tajsku. I mimo, iż jest to potrawa, którą zjeść można w każdym zakątku Tajlandii o niemal każdej porze to jak dla nas jest najbardziej nietypową ze wszystkich. Dlaczego? Nie jest ostra.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czymś normalnym w kuchni azjatyckiej jest to, że wszystko co jemy jest ostre. A jeśli ostre nie jest to można to sobie doostrzyć. Pad Thai’a jednak nie. Charakterystyką jego smaku jest słodycz cukru i kwaśność limonki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z uwagi na jego masowa dostępność i wręcz zatrważająca ilość stoisk przygotowujących Pad Thai’a na Khao Sanie wielu turystom kojarzy się on z dość prymitywnym i podłym jedzeniem. I trzeba przyznać, że nie jest to wyszukana potrawa pod względem składników, jednak dobrze przyrządzony gdzieś w bocznej zapomnianej uliczce może się okazać miłym zaskoczeniem i zapaść nam w pamięć jako ciekawe doznanie kulinarne.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Nam w pamięci najbardziej utkwił Pad Thai zjedzony w Sukhothai przy dworcu autobusowym. Młoda dziewczyna specjalnie dla nas rozstawiła całe stoisko byśmy mogli coś zjeść. Było już późno, a ona była już w drodze do domu. Za danie zapłaciliśmy 3 zł. Szacunek do klienta i pieniędzy w Tajlandii jest godny podziwu. Nas w niesłabnące zdumienie wprowadzają ceny Pad Thai’a w Warszawskich knajpach.

%d blogerów lubi to: