Category Archives: Bangkok

Podróże tematyczne – kawa z Indonezji

Na początek kilka cyfr. Według danych Światowej Organizacji Kawy Indonezja jest czwartym światowym producentem i eksporterem kawy.  Przed nią już tylko takie kawowe potęgi jak Brazylia, Wietnam i Kolumbia. Historia upraw kawowca w Indonezji sięga XVII wieku , kiedy to zostały sprowadzone przez Holendrów na wyspę Jawa. Obecnie plantacje kawowca pokrywają teren 1,24 m ha, z czego 933 ha to uprawy Robusty, a pozostałe 307 ha stanowią uprawy Arabiki. Read the rest of this entry

Reklamy

Grab – sposób na tańsze przejazdy w Azji

Ręka w górę kto nie miał problemów z zamówieniem taksówki w Bangkoku, a konia z rzędem temu kto przy tej okazji nie dał się naciągnąć. Status faranga stawia nas z założenia w przegranej pozycji, a taryfa zaczyna dziwnie oscylować wokół wielokrotności stawki płaconej przez miejscowych. A zatem jestem frajerem ? Niekoniecznie. W azjatyckim pojmowaniu rzeczywistości cena jest kwestią względną a zatem negocjowalną. Nie inaczej rzecz się ma przy zamawianiu taksówek, których koszty potrafią stanowić znaczną pozycję w wakacyjnym budżecie.  Tutaj koszt przejazdu jest wypadową umiejętności negocjacji, natężenia ruchu ulicznego, pory dnia i jeszcze raz determinacji w negocjacjach (oczywiście zdarza się podróżować wg. licznika albo oficjalnej stawki jak w przypadku np. transportu z lotniska). Read the rest of this entry

Najlepsze plaże na Ko Samet

Na Ko Samet jest ponad 10 plaż. Które wybrać, a które omijać szerokim łukiem przeczytacie w poniższym poście.

Read the rest of this entry

Czy warto jechać na Ko Samet ?

Ko Samet jest niewielką wyspą położoną w zatoce tajlandzkiej, „zaledwie” 200 km od Bangkoku. Dogodne położenie wyspy i łatwość dojazdu z Bangkoku skłoniła nas do spędzenia części urlopu na tej rajskiej wyspie.

Sam pomysł na wyjazd na Ko Samet pojawił się już w 2015 roku co sprawą cioci Eli, która znała wyspę jeszcze z czasów swojej pracy w LOT. W praktyce wyspa położna zaledwie 3 godziny jazdy od Bangkoku stała się popularnym miejscem wypadów weekendowych.

Read the rest of this entry

Niech się leje ! Songkran

20160413_151406Czerpanie radości z  życia jest nieodłącznym elementem tajskiej kultury, nic więc dziwnego że obchody nowego roku odbywają się tutaj z takim rozmachem. Do tego kwiecień to tradycyjnie najgorętszy miesiąc w roku, nic dziwnego zatem, że z takim utęsknieniem wyczekują momentu, kiedy można bezkarnie przez 3 dni oblewać się wodą. Read the rest of this entry

Ukraińskie Linie Lotnicze – taniej, ale czy warto ?

tajlandia2016 001Po nie najgorszych doświadczeniach sprzed dwóch lat w tym roku ponownie zdecydowaliśmy się na podróż „ukrainami”. Znajomi na wiadomość o tym że lecimy ukraińskimi liniami znacząco pukali się w czoło albo zadawali pytania typu „nie boicie się, że Was zestrzelą” ? Padały też stwierdzenia poddające w wątpliwość stan techniczny floty ukraińskiego przewoźnika „a ten złom to w ogóle poleci” ? Zapewniamy że tak, ale do konkretów. Read the rest of this entry

Hoi An – it’s the final countdown

dz3-8

Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu trzeci dzień powitał nas słońcem. Niestety nie napawało nas to jakąś przesadną radością, bo Grzesiek nie spał prawie całą noc, gdyż wilgoć w pokoju sięgnęła już takiego stanu, że pościel mieliśmy całą mokrą, a mi świszczały oskrzela i rosła temperatura. Akurat dziś, kiedy wreszcie zrobiło się ładnie. Poszliśmy na śniadanie. Nasza gospodyni wyraźnie uradowana, że dobiliśmy targu z jej szwagierką nie dość, że uraczyła nas śniadaniem to jeszcze zorganizowała nam sesje zdjęciową w wietnamskich kapeluszach, poradziła trochę w kwestii zdrowia i na hasło, że przydałby nam się transport zorganizowała w 10 minut skuter. Read the rest of this entry

Wyniki konkursu

kawa1

Hallo facebookowi przyjaciele!
Jeśli lubicie fascynujące podróże,
nie ważne małe czy bardzo duże.
Odwiedźcie Thaiwhy już teraz,
i powracaj do niego nieraz.
Wciśnij „LUBIE TO” na ich stronie i zostań fanem,
jeśli tego nie zrobisz, będziesz zwyczajnie baranem
Takim podróżom nie można się oprzeć,
a z ich relacjami możesz wszędzie dotrzeć.
Wspaniałe zdjęcia i opisy ciekawe,
z nimi zrobisz nawet oryginalną potrawę.
Strona ta zachwyca wieloma pomysłami,
ciekawymi ze świata inspiracjami.
A więc już dłużej nie czekaj!!!
z polubieniem tej strony nie zwlekaj!!!

 

Czujecie się zachęceni? Bo my bardzo. Za ten wierszyk Monika Łapińska zdobywa nagrodę w naszym konkursie.
Zwyciężczyni gratulujemy, a dla Was już szykujemy kolejny konkurs 😉

kawa_konkurs

REGULAMIN KONKURSU

1.Organizatorem konkursu jest Thaiwhy

2. Konkurs zostanie przeprowadzony wyłącznie na Facebooku na fanpage’u profilu:  www.facebook.com/blogthaiwhy

3. Konkurs trwa od 24.02.2015 do 15.03.2015 do godziny 20.00

4.Uczestnikiem konkursu jest każda osoba fizyczna, która:

  • kliknie „Lubię to” na profilu facebookowym thaiwhy i tym samym zyska status Fana
  • udostępni na swoim wall’u post konkursowy, przy czym udostępnienie musi mieć charakter publiczny
  • pod udostępnionym postem konkursowym zachęci w ciekawy sposób do polubienia naszej strony

5. Nagrodą w konkursie jest kawa „Trung Nguyen 5” z wietnamskim filtrem do kawy „Phin”

 

 

Dzień 22 – żegnaj Bangkok, kierunek Warszawa

Ostatni dzień naszego pobytu w Tajlandii rozpoczynamy w autobusie podziwiając w telewizorze relacje z wczorajszych obchodów urodzin monarchy. Wilgotnymi chusteczkami doprowadzamy się do porządku, wcinamy ciastka i gotowi jesteśmy do ostatecznego podboju. Wychodzimy i oczywiście od razu otacza nas stado naganiaczy oferując transport. Jak zwykle ja robię za bagażowego,  a Grzesiek idzie poszukać jakiejś taksówki w normalnej cenie. Po chwili wraca i już za chwilę jesteśmy w drodze na Khao San.

Nie udało nam się zarezerwować pokoju w tym samym hotelu co ostatnio (to tak ku przestrodze dla tych którzy planują rezerwować pokoje na miejscu – w sezonie nie jest o to zbyt łatwo) więc zatrzymaliśmy się w sąsiednim. Na szczęście nie kazano nam czekać do 14 zakwaterowaniem, ale do tego to już troszkę się przyzwyczailiśmy. Zapomnieliśmy jednak, ze w Bangkoku wnosi się kaucję za pokój. A po cóż nam kolejny 1000 Thb. Udaje nam się zamienić kaucję na paszport. Pokój jest na 3 piętrze, a w hotelu nie ma windy. Masakra. Jakoś udaje nam się wejść po mega stromych schodach, ale łatwo nie jest. Pokój jest mikroskopijny, nie ma okna (jest tylko w łazience) i ma tylko jedną małą lampkę. Czuję się jak w grobowcu.

No, ale nie przyjechaliśmy tu siedzieć w pokoju. Zostawiamy rzezy i idziemy nadrobić zaległości. Głodni oczywiście ogromnie. Marzy mi się Tom Yum, ale oczywiście jak zwykle nie mogę go znaleźć. Zamawiam więc Spring Rolsy, zupę kokosowa i masę innego jedzenia. Chcemy na zapas najeść się tymi pysznościami. Niewyspanie daje się jednak we znaki. Czas na kawę. W tej knajpce nie mają, ale pozwalają zamówić u obwoźnego handlarza. Że też my wcześniej na tę kawę nie trafiliśmy. Co za obłęd. Jest mocna, gęsta, słodka. Jeśli ktoś kiedyś pił kawę po wietnamsku to bardzo podobna tylko jakby jeszcze z dodatkiem kardamonu. A może to taki rodzaj kawy był. No nieziemska. W wielkim menu odnajduję tom yuma.  Chyba pęknę.

Dla spalenia kalorii robimy obchód po straganach. Zostało nam trochę pieniędzy, wiec może uda się coś upolować. Ciężko nam jednak to idzie. Jak już nawet coś znajdziemy, to targować się nie mamy ochoty. I jeszcze stado pouczających nas Polaków, którzy pozjadali wszystkie rozumy, bo przeczytali coś na takim blogu jak ten. Nigdy im nie wierzcie. Nawet gdyby mieli mieć rację to sprawdzajcie sami i doświadczajcie wszystkiego sami.

Minęło południe, wylot mamy rano więc chyba już można się odprawić. Wracamy do pokoju po rezerwacje. I nagłe słyszę ostatnie słowa polskich pilotów w Smoleńsku. Ja nie wiem skąd mi się ubzdurało i czemu tego nie sprawdziliśmy wcześniej, ale jutro o 7 to my mamy wylot, ale z Londynu. Na szczęście człowiek nieświadomy to człowiek zadowolony. Opatrzność zaś czuwa nad nami przez ten wyjazd. Wylot jest za 12 godzin. Nie spędzimy wiec już ten nocy na Khao Sanie. Trudno. Dobrze , że choć zdążymy na samolot.

Udaje nam się zarezerwować ostatnie dwa miejsca obok siebie w samolocie. Uff.. Tym razem nie pojedziemy na lotnisko taksówką. Z hotelu zamawiamy busa. Zaoszczędzimy w ten sposób jakieś 100 thb. Zakładając , że kierowca włączyłby nam licznik. To niby nie wiele, ale zawsze coś. No i ominie nas ustalanie cen w taksówkach w godzinach szczytu.

Teraz nerwowo poszukujemy targu. Wiemy, że w tej części miasta nie znajdziemy już nic o tej porze, ale jest targ na drugiej stronie rzeki. I jeszcze jakiś market spożywczy. A na cóż nam market? Wchodzimy do jakiegoś sklepu z lokalnymi przysmakami i bierzemy wszystko nie wiedząc nawet co to jest. Nie są to drogie rzeczy więc możemy poeksperymentować. Jakieś kosmetyki i inne cuda. Oczywiście pastę curry na kilogramy. Zanosimy wszystko do pokoju i zaczynamy szukać zieleniny. Zawsze wszędzie było jej pełno a teraz nic.

W ramach relaksu zachodzimy na Changa. Odeszliśmy raptem kawałek od Khao Sanu a czujemy się jak w zupełnie innym miejscu. Na stoliku obok stoi choinka przypominać o tym, że mamy zimę. Jakoś to do nas nie dociera. Święta za dwa tygodnie? Nawet prezentów nie mamy.

Czas biegnie zdecydowanie zbyt szybko. Przeprawiamy się na drugą stronę rzeki na targ. A tam ciuchy, ciuchy i jeszcze raz ciuchy. Nigdzie nie ma jednej pałki trawy cytrynowej. No dobra poszukamy tego marketu. Przeprawiamy się znów na drugą stronę. Przy okazji postanawiamy się troszkę rozejrzeć po okolicy. Tu naprawdę jest miło. Naszą kolejną wyprawę do Tajlandii zaczniemy w tym miejscu.

W końcu trafiamy do rzeczonego marketu. Okazał się być strzałem w dziesiątkę. Jest tu absolutnie wszystko i ceny są bardzo konkurencyjne. Bierzy sosy rybne, ostrygowe, oczywiście trawę cytrynową, świeży pieprz, bazylie. Jakaś ekspedientka informuje nas, że to nie jest ta bazylia której chcemy. Rety oni mają tu z 5 rodzajów bazylii. Pani jest przemiła, mówi świetnie po angielsku i bardzo kompetentnie kompletuje nam niezbędnik. Po powrocie okazało się, że zakupy nie były w 100% dobrze przemyślane, ale o tym w części poświęconej zakupom.

Mamy już w sumie wszystko czego potrzebujemy. Została nam jeszcze sukienka której z jakiegoś powodu nie chcą mi sprzedać za tyle ile bym chciała, ale mamy jeszcze chwilkę na targowanie więc może się uda i możemy szykować się do drogi.

Ubrani w długie spodnie omal nie rozpłynęliśmy się czekając na busa. A w nim tylko jeden temat. O rety smutno wam? A w Norwegii to jest pół metra śniegu, a w Polsce -10 stopni, Hiszpanom jest troszkę lepiej. Wszyscy zdołowani, ale każdy ma pełno wrażeń i wspomnień. Podróż trwa dość długo. Samo wyjechanie z Khao Sanu zajmuje nam ponad pół godziny. Na lotnisku jesteśmy jednak o czasie.

Odprawiamy się i już za chwilkę będziemy w samolocie. W punkcie odpraw poznajemy wiele osób z którymi lecieliśmy w tamtą stronę. Czy im też nie chce się stad wyjeżdżać? Czy oni wrócą tu jeszcze kiedyś? My z pewnością. Wsiadając do samolotu nie spodziewaliśmy się, że tak szybko.

%d blogerów lubi to: