Wat Phnom – tam gdzie miasto ma swój początek

2323
DSCN1643

Po dniu pełnym wrażeń nastał kolejny porannej w Phnom Phen. Ponieważ nie udało nam się w zasadzie nic zobaczyć dnia poprzedniego, dzisiejszy grafik był bardzo napięty. Na pierwszy ogień poszła Wat Phnom. Powstanie świątyni Kambodżanie przypisują mitycznej księżniczce Phnom. Jak łatwo się domyślić jest to centralny punkt miasta, od którego pochodzi jego nazwa.


Do świątyni postanowiliśmy dojść pieszo. Wiele razy mijaliśmy ją wzrokiem podczas zwiedzania miasta, więc wydawała się rzut kamieniem od naszego hotelu. W rzeczywistości dotarcie na miejsce zajęło nam trochę więcej czasu z uwagi na poranny ruch na ulicach, który sprawia, że samo przejście na drugą stronę staje się nie lada wyczynem.  Z drugiej jednak strony wspaniale jest patrzeć jak miasto budzi się do życia i do tego ta poranna „miejska dynamika” charakterystyczna dla azjatyckich miast. W drodze polowaliśmy na jakąś poranną kawę z bagietką, ale znalezienie takowych w praktyce nie jest takie proste. W końcu jest.

DSCN1637

DSCN1635

Sama świątynia nie była zachwycająca. Chyba największą jej atrakcją było to, że była jeszcze zamknięta gdy się zjawiliśmy i mieliśmy okazję obejrzeć mnichów rozpoczynających swój dzień. Azjatyckie świątynie są do siebie tak bardzo podobne, że tylko prawdziwi zapaleńcy odnajdą radość w ich oglądaniu.

DSCN1642

DSCN1652

Główna świątynia znajduje się na wzgórzu i aby do niej dotrzeć pokonujemy schody chronione przez posągi siedmiogłowych węży.

DSCN1647

Kolejnym punktem do odwiedzenia był bazar centralny.  Postanowiliśmy dojechać tam tuk tukiem. Targowaliśmy się długo i w końcu stanęło na 1,5$. W końcu dzień wcześniej za większy dystans zapłaciliśmy 2$. A może raczej 102$ 😦 Nie było sensu katować nóg a i czasu zaoszczędziliśmy trochę.

Bazar również dopiero budził się do życia. Jego wewnętrzna część wręcz mocno jeszcze spała. Jednak dookoła pełno było straganów ze wszystkim: pamiątkami, jedzeniem, przyprawami, ubraniami. Każdy znajdzie coś dla siebie. Postanowiliśmy zjeść śniadanie (znów padło na bagietki) i w tym właśnie momencie znów dopadły mnie jetlagowe rewolucje. A może to zmęczenie i zniechęcenie po poprzednim dniu? Tak czy siak kręciło mi się w głowie niesamowicie, a temperatura panująca pod dachem była jakaś kosmiczna i z pewnością nie przyczyniała się do poprawy mojego samopoczucia. Żyć nie umierać! Ale zwiedzać trzeba. Obeszliśmy wszystko trzy razy dookoła, kupiliśmy ze dwa kilo pieprzu (podobno oryginalny z prowincji Kampot, skąd pochodzi najlepszy pieprz na świecie) i mogliśmy ruszyć dalej.

 

DSCN1669

Następnym punktem zwiedzania był Pałac Królewski. Mieliśmy co do tego miejsca mieszane uczucia, ale jakoś dziwnie nie podejrzewaliśmy, że spotkamy tam mężczyznę, który to niby tam pracuje i wyrwał nasz aparat z rąk wstrętnych, zachłannych Australijczyków. Bilety tanie nie były, ale co tak naprawdę jest taniego w Kambodży? No może piwo tylko a i to nie aż tak jak w Wietnamie. Kupiliśmy bilety i poszliśmy zwiedzać. Oczywiście najbardziej interesowała nas Srebrna Pagoda. Mimo jednak nazwy żadnej srebrnej budowli nie znaleźliśmy. Obeszliśmy wszystko, wyciągnęliśmy przewodnik i zaczęliśmy go wertować. Ech, wiedziałam że lepiej wziąć ten z obrazkami. W końcu udało nam się zlokalizować owy obiekt… Największa budowla kompleksu, można się było domyślić. Ale srebrna jest podłoga. No to wracamy. Znów ściągamy buty i wchodzimy. Wszystko szczelnie przykryte dywanami. No nic musimy wierzyć na słowo. Jeszcze tylko kilka zdjęć i w końcu zasłużony odpoczynek na schodkach.

DSCN1731

I nagle słychać z oddali ciągniecie łańcuchów. Prawie jak w opowieści wigilijnej tylko zamiast Jakuba Marleya naszym oczom ukazała się małpka, która niby nigdy nic przechadzała się po kompleksie. Nie miała ochoty się zaprzyjaźniać ale i specjalnie nie uciekała. Widać widok turystów całkiem jej spowszedniał. Widok małpki jednak nie jest powszedniością dla turystów, więc po chwili miała już cały wianuszek wielbicieli, których to w chwili kryzysu skutecznie pognała jednym, ale skutecznym syknięciem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Teren Pałacu Królewskiego jest otwarty dla zwiedzających z przerwą w ciągu dnia. Kiedy kończyliśmy zwiedzać właśnie taka przerwa następowała. Mieliśmy trochę wrażenie,że okolice południa są w ogóle mocno senne dla mieszkańców miasta, bo niewątpliwie robiło się wtedy spokojniej. I kiedy kawałek dalej upatrzyliśmy sobie tuktukowca jeszcze smacznie spał.

DSCN1716

Reklamy

Posted on Luty 23, 2015, in Kambodża and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: